Łódzka Hala Arena na dobre wpisała się na listę tras koncertowych gwiazd światowego formatu. Nie mógł jej więc ominąć Mark Knopfler. Byłemu gitarzyście Dire Straits spodobała się Polska i lubi tu przyjeżdżać. I bardzo dobrze. Niech się pojawia jak najczęściej.
Privateering w Łodzi
Knopfler przyjechał promować swoją płytę Privateering. Tym razem zaśpiewał 15 piosenek, z najnowszej płyty, poprzednich albumów solowych i oczywiście największe przeboje Dire Straits.
Stare, dobre Dire Straits
Zabrakło Walk of Life, ale za to pojawiły się piosenki Sultans of Swing oraz Romeo and Juliet. Właściwie niemal do każdej z piosenek Knopfler zmieniał gitarę, a do zagrania Romeo and Juliet wybrał najbardziej charakterystyczną, srebrną, wypolerowaną na lustro, która nawet z dużej odległości raziła w oczy.
Dopiero w bisach pojawiły się te najbardziej znane piosenki: Brothers in Arms i So Far Away, również z repertuaru Dire Straits.
Knopfler efektowny nawet bez fajerwerków
Knopfler właściwie jak zawsze był w świetnej formie, opanowany, skupiony na grze, emanujący spokojem, nie potrzebował nawet ani jednego telebimu, żeby na ponad 2 godziny skupić na sobie uwagę wszystkich. Zapewne wystarczyło to również, żeby zachęcić do polowania na bilety na następny koncert.
I tak powinno być. Dobra muzyka zawsze obroni się sama. I w dodatku uzależnia. Bardzo.