Spóźniona, ale w końcu się pojawiła i nie odpuszcza. Zima od kilku tygodni nie daje o sobie zapomnieć i wciąż jeszcze czaruje. Nie musiałam ściągać jej na Instagrama, bo wystarczy tylko spojrzeć za okno, by cieszyć nią wzrok. Albo wyciągać sanki, narty czy po prostu ciepły szalik i czapkę i śmigać na spacer do lasu.
W tym roku styczeń był dla mnie wyjątkowo długi. Może to zasługa długich weekendów, może swój udział w tym mają wciąż jeszcze ciemne i długie wieczory. Ale na szczęście powoli to się już zmienia. Dzień jest już znacząco dłuższy, a w promieniach słońca można już dopatrzyć się pierwszych śladów wiosny, która pewni nim się obejrzymy, pojawi się również i u nas.
W styczniu na instagramowym koncie mojego bloga królowały zima, „królewna” Śnieżka, Samotnia, zwierzaki i oczywiście książki. Z tych wszystkich, do których zajrzałam, bardzo mocno polecam norweską powieść „Księga Diny”. Tym bardziej, że już w tym miesiącu w księgarniach ukazała się jej długo wyczekiwana kontynuacja. Jeśli nie zetknęliście się jeszcze ze skandynawską prozą, to macie świetną szansę, żeby poczuć jej niesamowity klimat.
A tymczasem do zobaczenia w lutym 
















