11 i 12 kwietnia w Poznaniu odbyła się kolejna edycja Motorshow. Niestety bez większych rewelacji. Było raczej umiarkowanie, spokojnie, bez motoryzacyjnych nowinek, a halę zdominowały właściwie niemieckie marki.
Porsche dla demonów prędkości
Okazale zaprezentowało się Porsche, które w Poznaniu pokazało modele Cayenne, Panamera, 911 i Boxter w wersjach z dachem i bez dachu w najlepszych chyba dla marki kolorach – srebrnym i czerwonym wpadającym w bordo. Rarytasem dla fanów był natomiast hybrydowy 919 bardziej przypominający bolid niż samochód.
VW – flagowe modele i zjawiskowy XL 1
Nie zawiódł też bardziej swojski i lepiej znany Volkswagen. Na wystawie pokazano zarówno znane z salonów nowe wersje flagowych modeli, jak również i zjawiskowy XL1 – jak głosiła tablica umieszczona tuż przy aucie – najoszczędniejszy samochód świata, który pali zaledwie 0,9 litra na każde sto kilometrów. XL1 był chyba najładniejszym autem całej wystawy, ale spore zainteresowanie budził też Volkswagen Polo w wersji WRC.
Gra w kolory według Audi
Na kolory z kolei postawiło Audi. Obejrzeć można było czerwoniutki model TT Roadster oraz żółciutki egzemplarz TTS.
A poza tym? Cóż, gwiazdami były Skoda i Seat – może nie najjaśniejsze, za to szalenie popularne, przynajmniej na polskich drogach.
Jak dla mnie perełką wystawy były nie tylko XL1 czy 919, ale i stare dobre auta – Volkswagen Carmann oraz urocze transportery we wszystkich możliwych kolorach, wspaniale odrestaurowane, idealnie oddające klimat lat 60.
Wielcy nieobecni
Zabrakło Lamborghini…
Ferrari…
Mercedesa…
Lexusa…
Astona Martina…
Jaguara…
Maserati…
Alfy Romeo…
… a szkoda, bo wszystkie te marki z dumą prezentowały się jeszcze na przedostatniej i przed-przedostatniej edycji Motorshow. Ciekawe czy to tylko chwilowy zastój, czy na przyszły rok lepiej planować wyjazd do Genewy, by to tam „nacieszyć oko” i zobaczyć modele, o których nie śnili nawet najwięksi motomaniacy…

















