Nareszcie wiosna
Z każdym dniem coraz piękniejsza, bardziej zielona i lepiej widoczna. Ale tym razem jeszcze spoglądam wstecz i zapraszam do zdjęciowego podsumowania marca. Trochę zimowego. Trochę wiosennego. W sam raz na początek kwietnia 

“Tajemnica zaginionej ślicznotki”. Dziwaczna książka. Zabawna. Absurdalna. Zdarzało mi się ją czytać i chichotać pod nosem. W dodatku z każdym rozdziałem to wrażenie rośnie. W pewnym momencie trzeba się dać ponieść tej powieści. Mendoza-mistrz!

Bajeczne Karkonosze jeszcze w zimowym wydaniu. A na horyzoncie Królewna Śnieżka.

Książka wciąż jeszcze w poczekalni. Uwielbiam ją już za zmysłową okładkę. I jeszcze bardziej zmysłowy tytuł.

Literacki debiut fińskiego twórcy, Tommiego Kinnunena. “Cztery drogi” to bardzo mocna powieść. Wyjątkowa opowieść o wyjątkowych kobietach. Na wskroś fińska, słodko-gorzka. Jak dla mnie perełka.

Nie tęsknicie jeszcze za śniegiem? Też jest fajny 

“Syn szczęścia”. Pięknie wydana kontynuacja “Księgi Diny”. Ostatni tom z cyklu wyjdzie jeszcze w tym roku. Uwielbiam takie książkowe uczty.

Wyimek z książki Agnieszki Maciąg “Pełnia życia”. Bardzo pozytywna. Pięknie wydana. Czyta się z wyjątkową przyjemnością.

Bukiet na Dzień Kobiet, dobra książka i gorąca herbata. Czego chcieć więcej?

Karkonosze raz jeszcze.

Pana z okładki pokochałam miłością absolutną po “Szelmostwach niegrzecznej dziewczynki”.

Karkonosze, a wyglądają jak lodowa pustynia…

O wilku mowa. “Pełnia życia”. Polecam nie tylko na wiosnę 

Góry, góry, góry…

Mimisia wywąchała wiosnę 

“Szeptucha”. Bardzo pozytywna powieść. Kapitalna rozrywka. Trudno się od niej oderwać. Znakomita odskocznia od codzienności. I już wciągam ciąg dalszy – “Noc Kupały”.

Uśmiecham się do zimy. Od ucha do ucha.

Mimo wszystko jest mi trochę szkoda, że już się skończyła. Za parę miesięcy będę mocno tęsknić. Typuję, że w upały…

Czekałam na tę płytę jak małe dziecko. Folię rozdzierałam jak papier świątecznego prezentu… Bardzo rzadko kupuję płyty, ale tej nie mogłam przepuścić. Jeszcze się do niej przekonuję. Przełomu nie ma, ale kilka smaczków można z niej wyciągnąć 

Wiosna, wiosna, wiosna. Co tu więcej dodawać? 

Intrygująca książka 

Kiedyś była taka piosenka Coldplay. O wdzięcznym tytule “Yellow”. Ale tu “Mały książę” zamiast Chrisa Martina.

Roześmiana Mimisia.

Jedna z niewielu książek, którą kupiłam dla okładki. Nawet nie czytając, co jest napisane na odwrocie. Miłość do dalmatów mam już chyba we krwi.

Paryż to ponoć zawsze dobry pomysł. Jak widać na załączonym obrazku, dotyczy to również okładek książek.

Zbiór opowieści o polskich agentkach zebrany i spisany przez Marka Łuszczynę. Jak dla mnie lepszej rekomendacji nie trzeba. Jeden z reportaży tego pana jakiś czas temu dosłownie wcisnął mnie w fotel.

Wiosennie. W parku. Na ławeczce. Mała rzecz, a cieszy 

I na koniec kilka kobiecych książek. Wiedźmy, czarownice i szeptuchy. Wbrew pozorom bardzo sympatyczne grono 
Zapraszam do śledzenia: Blog Niebieska Sukienka na Instagramie