Z założenia wpisy z tego cyklu to totalny misz-masz jak u panny młodej. Coś nowego, coś starego, coś niebieskiego i pożyczonego… Nie lubię zamykać się w jednym gatunku i czytam zazwyczaj po kilka jeśli nie kilkanaście nierzadko skrajnie różnych książek jednocześnie. I dobrze mi z tym.
Ten wpis miał być opublikowany ponad rok temu, ale z różnych powodów czekał na swój czas na dysku. Na szczęście nie stracił przez to na aktualności. Zapraszam do pigułkowego zestawienia 
Chwilowa anomalia, Tomasz Michniewicz
Jego książki już o dawna biorę w ciemno. Uwielbiam go za styl pisania, niesamowitą wiedzę i przystępny sposób, w jaki ją sprzedaje, celne uwagi, które nie raz już skłoniły mnie do zastanowienia się nad różnymi sprawami. Tym razem nie ma podróży, a jest codzienność i życie pod kluczem w dziwnych czasach COVID-19.
„Chwilowa anomalia” to interesujący zbiór wywiadów z ekspertami z różnych dziedzin. Są psycholodzy, socjolodzy, klimatolodzy a nawet preppersi, a tematyka również jest niezwykle szeroka, chociaż za punkt wyjścia wybrany został jak nie spojrzeć najpopularniejszy i jednocześnie najbardziej znienawidzony temat 2020 i 2021 roku – koronawirus.
Michniewicz zadaje różne trudne pytania, jego wywiady wciągają i jednocześnie budzą niepokój, bo właściwie trudno powiedzieć czy z tej pandemicznej lekcji wyciągniemy jako ludzkość dobre wnioski i jak bardzo nasz świat się zmieni. Ta książka daje do myślenia.
Twoja wewnętrzną moc, Agnieszka Maciąg
Uwielbiam jej książki, ale nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się mieć własnej. Często kupowałam je z myślą o prezencie i sama najpierw czytałam albo przynosiłam z biblioteki. Teraz uznałam, że pora to zmienić. Pierwszą i zapewne nie ostatnią książką Agnieszki Maciąg w moim domowym zbiorze została książka „Twoja wewnętrzna moc”. Książka jest jak zawsze kojąca, ciepła, pozytywna, budująca i inspirująca.
Ciekawe, że wszystkie książki Agnieszki Maciąg są do siebie dość podobne, ale jednak inne. Tym razem autorka skupia się na naszych supermocach, które mamy wewnątrz siebie, a z których istnienia nawet nie zdajemy sobie sprawy. Są mądre przemyślenia, afirmacje i jak zawsze piękne zdjęcia. Szkoda tylko, że czcionka trochę większa niż zwykle i pomimo że dość gruba, ta książka aż za szybko się kończy. Szkoda. Już czekam na następną.

Kobiety z Vardo, Kiran Millwood Hargrave
Na „Kobiety z Vardo” czaiłam się od dawna, bo nieodmiennie lubię motyw czarownic w książkach. Pechowo się jednak złożyło, że zaczęłam ją czytać w dość trudnym dla mnie czasie, a w dodatku wydarzenia polityczne dobitnie pokazały, że jej tematyka jest niepokojąco aktualna.
W „Kobietach z Vardo” mroczny jest już sam fakt, że powieść ta oparta jest na faktach, chociaż autorka świetnie dodała całej historii grozy i dramatyzmu.
Akcję rozpoczyna straszny sztorm, w którym giną wszyscy mężczyźni z wioski Vardo położonej w dalekiej, dzikiej Norwegii. Wstrząśnięte tym kobiety doznają szoku, przechodzą żałobę, ale bardzo szybko biorą się z życiem za bary i całkiem nieźle sobie z tym radzą. Z czasem jednak okazuje się, że nie wszystkim podoba się fakt, że kobiety odważnie wypływają na morze łowić ryby, niektóre wierzą w runy, a najśmielsza z nich ma czelność nosić spodnie.
Jak łatwo się domyślić, szybko znalazł się ktoś, kto postanawia poskromić aż za bardzo niezależne i samodzielne kobiety.
Tu na szczęście Kiran Millwood Hargrave oszczędza nam opisów łamania kołem i innych wymyślnych technik ujarzmiania czarownic, ale za to serwuje bardzo zgrabną, momentami romantyczną, a chwilami wręcz absurdalną historię, która trzyma w napięciu do samego końca.
Uwielbiam takie skandynawskie klimaty w powieściach i aż momentami trudno uwierzyć, że autorka kobiet z Vardo to Brytyjka. Cóż, wcale tego nie czuć.

Kolory pawich piór, Jojo Moyes
Jojo Moyes znana jest z pięknych kobiecych powieści, których nie da się tak po prostu zaliczyć do lekkich, łatwych i przyjemnych. Owszem jest romantyczna historia, ale w tle jest też poważny problem, z którym przychodzi mierzyć się bohaterom.
Wiele razy dałam już porwać się jej powieściom. Ale nie tym razem. W „Kolorach pawich piór” to bohaterowie drugiego planu są zdecydowanie bardziej wyraziści, a tych głównych jakoś trudno mi było polubić. On drętwy i zamknięty w sobie, ona niesympatyczna i nadęta. Odkrywanie rodzinnych tajemnic tym razem też nie okazało się zbytnio wciągające. Przeczytana, zaliczona, a niedosyt pozostał.
Pierwsza osoba liczby pojedynczej, Haruki Murakami
Miła niespodzianka od wydawnictwa Muza. Najnowsze opowiadania Haruki Murakamiego tym razem w błękitach i niebieskościach. A w środku 8 literackich perełek, które są esencją tego, za co kocham tego japońskiego pisarza. Momentami jest nostalgicznie, momentami refleksyjnie, momentami absurdalnie i magicznie jak to u Murakamiego. Cieniutki ten zbiorek, ale ile w nim treści! Tak mi się podobał, że aż przeczytam go drugi raz.
Naczelne z Park Avenue, Wednesday Martin
Nie mam pojęcia ile ta książka przeleżała na regale, zanim nabrała mocy urzędowej. Pewnie coś koło 3 lat i zachodzę w głowę, dlaczego kazałam jej tak długo czekać na swoją kolej.
To w zasadzie książka o macierzyństwie, tylko w totalnie oderwanym od naszej rzeczywistości formacie. Taki „Seks w wielkim mieście” w wersji dla mam. Akcja – Nowy Jork i to najbogatsza dzielnica. Bohaterki – bajecznie bogate i niedorzecznie piękne, ale jak w życiu – z problemami, które nierzadko każą zaglądać do kieliszka.
„Naczelne z Park Avenue” napisane są okiem antropolożki w trochę reportażowej formie. Mamy traktowane są jak plemię, a ich swoiste zachowania opisane są z wyjątkową skrupulatnością, ale i humorem.
Lektura wyjątkowo odprężająca, zabawna, ale jednocześnie mądra. I pięknie pokazuje, że mama to jednak zawsze przede wszystkim mama. Niezależnie czy mieszka w Nowym Jorku czy gdziekolwiek indziej na tym globie, miewa podobne troski, zmartwienia i wartości i nawet przy całej tej bogatej otoczce zdecydowanie najważniejsze jest dla niej dziecko.
Nie dla psa kiełbasa, Agnieszka Cholewiak-Góralczyk
Różne czytywałam już książki o psach i ich zachowaniach jak to na psiarę przystało, ale pierwszy raz miałam w rękach książkę napisaną przez psiego dietetyka o żywieniu czworonożnych pupili. „Nie dla psa kiełbasa” to olbrzymi zastrzyk wiedzy o prawidłowym żywieniu zwierząt domowych i mnóstwo praktycznych porad jak dbać, a przede wszystkim jak żywić swojego pupila.
Chociaż sporo się z niej dowiedziałam np. jak jeszcze bardziej świadomie czytać składy karm i dlaczego karmy mokre są zdecydowanie lepsze od suchych, to nie jest to książka, która pomoże samodzielnie stworzyć psu czy kotu zdrową dietę od A do Z. Ale jako wstęp do przygody z żywieniem naszego czworonoga będzie jak znalazł.
Zamiana, Beth O’Leary
Beth O’Leary popularność przyniosła książka „Współlokatorzy” (moim zdaniem w pełni zasłużenie). „Zamiana” tylko potwierdza, że została stworzona do pisania świetnych powieści. Historia jest jednak zupełnie inna i ma dwie główne bohaterki – wypaloną i ambitną dziewczynę z Londynu, która wciąż nie może pogodzić się ze śmiercią swojej siostry i jej babcię – energiczną staruszkę z angielskiej prowincji. Kiedy ta pierwsza zostaje wysłana na przymusowy urlop, by się porządnie zregenerować po spektakularnej wtopie w pracy, obie decydują się na nietypowy eksperyment – zamieniają się mieszkaniami i stylami życia. Starsza pani odkrywa siebie na nowo w Londynie, a jej wnuczka zaczyna szukać prostoty i spokoju na angielskiej wsi.
Jak to u Beth O’leary bywa, wszystko okraszone jest subtelnym angielskim humorem, bohaterowie i ich raczej denerwujące cechy charakteru są opisane z przymrużeniem oka, a faktyczne problemy, które męczą współczesny świat jak życie w zbytnim pośpiechu, kult pracy i awansu czy wykluczenie z życia i samotność osób starszych są dobrze naświetlone, ale wcale nie odejmuje to lekkości całej powieści. Wręcz przeciwnie, miła lektura zachęca do refleksji i wprowadzenia subtelnych zmian do codzienności, żeby na lepsze zmienić całe życie.
Nie pozostaje mi nic innego jak tylko polecić do czytania.
My marzyciele, Imbolo Mbue
Następna książka, która swoje przeleżała na półce, aż wreszcie wybiła jej godzina. „My marzyciele” to opowieść o imigrantach z Afryki, którym zamarzyło się życie w lepszym, bogatszym świecie. Spełnieniem tego marzenia ma być przeprowadzka do Nowego Jorku i zrobienie oszałamiającej kariery, która ma przynieść wielkie pieniądze i zapewnić szczęśliwe życie w dobrobycie.
Jak szybko się jednak okazuje, amerykański sen wcale nie tak łatwo jest zrealizować. Młode małżeństwo szybko przekonuje się, że zapracowanie na sukces wiąże się z licznymi wyrzeczeniami, poświęceniem i trudnymi wyborami, a życie w biegu i z myślą o szczęśliwej przyszłości coraz bardziej niekorzystnie wpływa na tu i teraz bohaterów.
Początkowo zafascynowani dobrobytem i konsumpcją, która w Stanach Zjednoczonych przyjęła niespotykaną skalę, bohaterowie zaczynają się zastanawiać, co jest dla nich naprawdę ważne. Tym bardziej, że on, pracując jako szofer bogaczy, ma wgląd w to, jak wygląda życie po drugiej stronie.
„My marzyciele” to pouczająca, mądra i świetnie napisana książka. Wielka szkoda, że przeszła bez większego echa, bo zasługuje na uwagę.