Druga dekada XXI wieku ma swoje ideały. Dziś można być cool, trendy, a najlepiej smart, czyli bardzo mądrym, bardzo zdolnym, bardzo pracowitym i wspaniałym pod każdym względem. Ale czy wszystko trzeba robić na amerykańską modłę? Zmęczony wiecznym popisywaniem się Zachód coraz częściej szuka odpoczynku i, o dziwo, znajduje go na Dalekim Wschodzie. Po co być smart i cool, skoro można być po prostu iki?
Iki – japońska filozofia codzienności
Hipstersko brzmiące trzyliterowe słówko to japońska filozofia codzienności, w której ceni się szyk, prostotę i elegancję. Iki to wyjątkowy sposób życia, w którym dąży się do poznania, doskonałości, ale z umiarem i nie za wszelką cenę. Docenia się w nim życie, każdą chwilę, patrzy się na świat oczami konesera i dziecka jednocześnie, a zarazem akceptuje się kruchość świata i przemijanie. Droga iki to zawsze droga środka. Typowe dla niej są unikanie skrajności i przede wszystkim szacunek, miłość i poszanowanie życia w każdej postaci. Zgodnie z filozofią iki człowiek nie jest niezależny, ale niezależny nie jest też świat. Wszystko jest ze sobą powiązane, tworząc idealną harmonię i doskonały ład.
Trzy filary iki – zalotność, hardość i rezygnacja
Iki sprowadzić można do trzech pojęć czy zasad, które powinny kierować w życiu: zalotności, hardości i rezygnacji. Zalotność i hardość ciągną w górę, motywują do działania i czynią szlachetnym. Rezygnacja, mająca swoje korzenie w buddyzmie, uczy trzeźwo patrzeć na świat, pozwala nabrać do niego dystansu, przełknąć gorycz porażki i zaakceptować życie. Znalezienie odpowiednich proporcji między tymi trzema zasadami to właśnie japoński ideał. Można być przecież dumnym, a jednocześnie szlachetnym, zalotnym, ale jednak nie dziecinnym i naiwnym.
Szczególne umiłowanie prostoty
Iki nie ma autorytetów, nie ceni też pieniądza, który zawsze jest tylko środkiem. Tu nie ma rozwiązań siłowych. Wszystko pozostaje w sferze możliwości. Prawdziwym wyzwaniem jest znajdowanie piękna w tym co pospolite, a raczej proste i codzienne.
Iki i yabo
Iki nie ma swojego odpowiednika w żadnym z języków. Ale za to ma swoje przeciwieństwo – yabo. I tu już nie jest wesoło, bo yabo w japońskim to synonim prostactwa, nieokrzesania, dziecinności, snobizmu, wulgarności i sztuczności. Co gorsza, yabo można się stać bardzo łatwo. Oj, zdecydowanie zbyt łatwo… i chyba każdemu czasami się to zdarza, tracić tę idealną harmonię i równowagę. Trudno odpuścić, trudno ustąpić, trudno się pogodzić. Ale jednak wydaje się, że to właśnie w iki jest klucz do szczęścia, a Zachód jeszcze sporo może nauczyć się od Wschodu.
Iki – prawdziwa sztuka życia
Tajemnicze, zalotne, wyrafinowane, proste, eleganckie iki.
Trudne do nauczenia, ale jednak łatwiejsze i przyjemniejsze niż wszystkie te neonowe amerykańskie hasełka, które przekonują, że zawsze można więcej, szybciej, lepiej i bardziej. Pewnie, że można. Tylko po co?
opublikowano: 5 listopada 2013 r.